Engadin Skimarathon: Jak w szwajcarskim zegarku?

Przed rokiem do podjęcia decyzji o starcie w Engadin Skimarathonie, trzecim największym na świecie biegu masowym, wystarczyło jedno spojrzenie na zamieszczone obok zdjęcie.

Po 14 godzinach jazdy samochodem do Livigno i pobudce w dniu startu tuż po godz. 4 rano start nie mógł być niczym więcej, niż rozczarowaniem, zwłaszcza że trasa była miękka, a start z Hauptklasse B (szósty sektor) oznaczał konieczność mozolnego wyprzedzania wolniejszych rywali i – niestety – stania w korkach w tzw. wąskich gardłach trasy. Nie było jednak wątpliwości, że „Jeszcze tu, k… , wrócimy”, choć może niekoniecznie z Olem (pamiętacie tę kwestię z „Psów” Pasikowskiego?).

Słowo się rzekło, bilety do Zurychu kosztowały ~350 zł, podróż LOT-em trwała niespełna 2 godziny, krótki wieczorny spacer po pięknym mieście i do pociągu. Jechałem z Pawłem, który skrupulatnie zanotował godziny przesiadek. Miały być dwie: w miejscowości Klosters, tuż przed tunelem Vereina i w Landquart. Powiedzenie „jak w szwajcarskim zegarku” okazało się być jednak nie do końca prawdziwe, bo pociąg miał 2 minuty opóźnienia, więc wysiedliśmy o jedną stację za wcześnie. Cóż, że też w Klosters, skoro drugi człon nazwy stacji to był „Dorf”, a nie „Platz”. To wystarczyło, by ominęło nas ostatnie dogodne połączenie i razem z równie dowierzającą szwajcarskiej precyzji nastoletnią snowboardzistką (to nie ona, ale emo-dziewczyny wyglądają tak samo) dotarliśmy tylko do wrót doliny Engadiny – miejscowości Lavin. Dzięki uprzejmości zawiadowcy stacji noc spędziliśmy na uroczej górskiej stacyjce, a rano za oknem, w oddali ujrzeliśmy to:

Zalety noclegu na stacji doceniliśmy jeszcze tego samego wieczora, kiedy w schronisku dzieliliśmy salę z dużą grupą rozgadanych Greków. Czy u nich nie ma ciszy nocnej? Kryzysu najwyraźniej nie, bo Szwajcaria jest naprawdę drogim krajem. Podróż pociągiem z Zurychu do doliny Engadin (po niej mogliśmy się poruszać za darmo na podstawie vouchera od organizatora biegu) kosztował niewiele mniej, niż bilet lotniczy do kraju Helwetów, a ceny w sklepach i restauracjach też mogą przyprawić o ból głowy. Przykład? Spaghetti bolognese w niewielkiej knajpce kosztuje 18 CHF, czyli jakieś 63 zł.

Nie przyjechaliśmy tu jednak w celach kulinarnych, więc jeszcze pierwszego dnia poszliśmy pobiegać. Pogoda była doskonała, lekki mróz i czyste niebo, więc trening w takich okolicznościach był czystą przyjemnością. Protestowałem też sprzęt: narty i buty Fischera, a także narty i buty Rossignola.

Dopiero po jeździe na dwóch-trzech parach o różnej twardości widać, jak ważne jest dobranie odpowiedniej narty do swojej wagi. Spece od Rossignola podpowiedzieli jeszcze jedno: na maratony takie, jak Engadin (trasa jest w większości płaska lub idzie lekko w dół), można założyć narty dłuższe od standardowych. Przykładowo: dla osoby o wadze 67 kg może to być nawet 190 cm, a nie „ustawowe” 182 cm.

 

Możliwości testowania sprzętu było bez liku, a całkiem za darmo można było wypożyczyć sprzęt najwyższej klasy w St. Moritz, w miasteczku dla zawodników.

Z ciekawostek: serwismen Ukrainki Walentyny Szewczenko dokonywał skrupulatnych pomiarów śniegu za pomocą takiego oto urządzenia:

W dzień startu pogoda znów była wyśmienita. Dojazd na start kilkunastu tysięcy ludzi został doskonale zorganizowany (specjalne pociągi, autobusy), więc spokojnie można było ustawić się w sektorze startowym i ruszyć trasą o szerokości czteropasmowej autostrady.

Dla Szwajcarów ten bieg do spore wydarzenie, gorąco dopingują biegaczy przy trasie, podają także napoje, smakołyki itd.

Początkowo trasa biegnie przez dwa jeziora, dopiero później trochę się zwęża i bokiem mija St. Moritz. Podbiegów nie ma za wiele, jest za to jeden szybki, stromy zjazd, który niejednemu mniej wprawnemu narciarzowi sprawia kłopot.

Śnieg był szybki, więc wynik zwycięzcy – 1 godz. 31 minut – na dystansie 42,2 km (tu Szwajcarzy byli rzeczywiście precyzyjni) nie powinien dziwić, podobnie jak średnia prędkość 28 km/h. Przy okazji: triumfator Roman Furger już został okrzyknięty następcą Dario Cologni (ten wygrał Engadin 2 lata temu). Więcej o wynikach biegu>>

Czas Kamila to 2:21:40 (miejsce 2557 na 9421 uczestników), co pozwoli w przyszłym sezonie na start z sektora Elite-C (czwarty).

PS. Dolinę Engadiny można objechać pociągiem dzięki rozbudowanej sieci Kolei Retyckiej. Rarytasem jest ekspres Bernina, którego część trasy wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Na trasie ekspresu jest 55 tuneli i 196 mostów. Najwyższy punkt to lodowiec Bernina (2253 m n.p.m.). Cennik można znaleźć tutaj>>

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *