Sylwia Jaśkowiec: Decyzji jeszcze nie podjęłam

Sylwia Jaśkowiec (na fot: z lewej) z Urszulą Łętochą zdobyły w sobotę złoty medal MPS w team sprincie.

Biegaczka z Osieczan unika jasnej deklaracji, czy będzie kontynuowała karierę w kolejnym sezonie.

Bardzo jestem ciekawa decyzji związku. Obecna sytuacja biegów narciarskich jest taka, że trzeba zmian. Chcę poczekać na oficjalne wypowiedzi Justyny Kowalczyk i prezesa Apoloniusza Tajnera odnośnie tego, jak będzie wyglądać sztab trenerski i skład kadr – mówi Sylwia Jaśkowiec w rozmowie z portalem biegowki24.pl

–  Perspektywa rozwoju będzie mieć wpływ na to, czy podejmę pracę jeszcze przez rok. Na razie nie podjęłam decyzji. Potrzebuję trochę czasu do namysłu, m.in. na temat tego, co jeszcze jestem w stanie w sporcie osiągnąć. Nie ukrywam, że spodobały mi się trasy i atmosfera Seefeld na styczniowym Pucharze Świata, dlatego fajnie byłoby być częścią tego wydarzenia – dodaje.

Rozmowa odbyła się już po ujawnieniu przez Justynę Kowalczyk informacji, że Aleksander Wierietielny nadal będzie pracował dla PZN, a sama Kowalczyk w jakiejś roli będzie wspierać resztę kadry (prawdopodobnie tylko jej żeńską część). W niedzielę wieczorem pojawiła się też nieoficjalna informacja, że Janusz Krężelok nie będzie już trenerem kadry A, a więc nie będzie szkoleniowcem Sylwii Jaśkowiec.

– Myślę że nie ma wśród zawodników zaufania do trenera Krężeloka. Za każdym razem współpraca kończyła się frustracją. Trzeba szukać nowych posiłków trenerskich, gdyby był nowy szkoleniowiec, musiałby zaprowadzić porządek w tym wszystkim, co otacza grupę. Od organizacji wyjazdów po pisanie planów treningowych. Cudownie byłoby mieć oczywiście menedżera, który zajmie się kwestiami organizacyjnymi, ale pamiętajmy, że jesteśmy w polskich realiach – mówi Jaśkowiec i dodaje, że rok w rok zawodnicy trzymani są w niepewności, bo układanie spraw kadrowych trwa do połowy maja.

– Gdyby były pieniądze, to można byłoby zrobić rewolucję. Przydałyby się zmiany z przytupem, ale budowanie czegoś nowego trzeba zacząć od nowego trenera – osoby z charyzmą, profesjonalisty, który ogarnie całą grupę, złożoną z zawodników o różnym stażu i wieku. Takiego, który indywidualnie podejdzie do każdego zawodnika – uważa 32-latka, która jest bardzo zadowolona z wyniku w sprincie drużynowym na igrzyskach w Korei Płd. W parze za Justyną Kowalczyk zajęły tam 7. miejsce.

– Gdyby ktoś dawał mi to siódme miejsce przed biegiem, to brałabym je z pocałowaniem ręki. Forma przyszła na tamten moment i czuję się spełniona. Myślę, że to było maksimum, biorąc pod uwagę to, co udało się zrobić w sezonie przygotowawczym – mówi Sylwia Jaśkowiec, która po mistrzostwach Polski (w ich drugiej odsłonie zdobyła dwa srebrne medal i złoto) niekoniecznie musi schować narty do pokrowca, bo dostała propozycję wyjazdu do Finlandii razem z Justyną Kowalczyk w pierwszej połowie kwietnia (Kowalczyk 14 kwietnia startuje w biegu Visma Ski Classics Yllas-Levi Hiihto).

Dlaczego Jaśkowiec nie pobiegła na 30 km w PyeongChang?

– Przygotowywałam się już do kolejnego startu w Lahti. Były sprinty i 10 km klasykiem. Skupiłam się na tym, żeby wyświeżyć organizm. To była wspólna decyzja z trenerem. W pierwszej wersji trener nie widział mnie na 30-tkę, ja naciskałam, żeby pobiec. Analizując to, że można było powalczyć w Lahti, uznaliśmy jednak, że 30-tka mogłaby mnie zadłużyć tak, że nie zdążyłabym się zregenerować. Cieszę się z podjętej decyzji, pierwszy punkcik na 10 km klasykiem potwierdził, że była słuszna – mówi brązowa medalistka z Mistrzostw Świata z Falun.

Czy punkt w Lahti będzie kolejnym punktem zwrotnym w niełatwej karierze Jaśkowiec?

– Na pewno to punkt radości. Ostatnie dwa lata były ciężkie, a punktowanie w Pucharze Świata pozostawało w sferze marzeń. Teraz wiele będzie zależało od tego, jak uda mi się zrealizować przygotowania w sezonie letnim i jesienią. Ograniczają mnie przeciążone stawy, borykam się z konsekwencjami pooperacyjnymi. To co jakiś czas powraca – dodaje.

Jak zaznacza, dostrzega też rezerwy sprzętowe.

– Jestem zdana na łaskę tego, co otrzymam z Fischera (producent nart – red.). Dostaję cztery pary nart do łyżwy, cztery do klasyka. Co mi się trafi, to na tym muszę bazować – mówi Jaśkowiec, która w minionym sezonie pożyczała czasem pożyczała narty na start od Eweliny Marcisz i Justyny Kowalczyk.

Kamil Zatoński

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *