Rosjanie przyznali się do dopingu, czyli nie przyznali

złoty medal soczi„The New York Times” ogłosił, że Rosjanie przyznali się do systemowego dopingu przed igrzyskami w Soczi. Co natychmiast wywołało entuzjazm u rywali i serię zaprzeczeń ze strony rosyjskich oficjeli.

Jeszcze we wtorek wieczorem media społecznościowe obiegły fragmenty artykułu z „The New York Timesa”, w którym wypowiedziała się Anna Anceliowicz, 29-letnia dyrektor generalna rosyjskiej agencji antydopingowej (RUSADA). Artykuł zaczął się zgoła sensacyjnie, bo od stwierdzenia, że rosyjscy oficjele po raz pierwszy otwarcie przyznali, że przed igrzyskami w Soczi przeprowadzono tajną operację dopingową, która miała charakter systemowy.

Anceliowicz zaznaczyła, że choć w konspiracji udział miały różne instytucje, to o procederze nie wiedziały najwyższe władze. Kogo miała na myśli, nie sprecyzowano, ale można się domyślić, że chodzi o prezydenta Władimira Putina.

Im niżej jednak w hierarchii, tym mogło być gorzej.

Dyrektor laboratorium antydopingowego, Grigorij Rodczenkow, miał manipulować próbkami moczu (na niektórych stwierdzono mechaniczne naruszenia, co stało się podstawą do zawieszenia Sześciu Rosjan w związku z podejrzeniami o doping w Soczi, przygotowywał też koktajl dopingowy- sterdydy mieszano z whisky Chivas Regal (w przypadku mężczyzn) i Marini (w przypadku kobiet). Za ingerencję w próbki odpowiadać miała następczyni KGB – Federalna Służba Bezpieczeństwa, a zastępca ministra sportu miał przez lata tuszować stosowanie zakazanych substancji przez najlepszych sportowców.

„The New York Times” komentuje, że zmiana w tonie wypowiedzi RUSADA może mieć na celu osiągnięcie porozumienia z międzynarodowymi instytucjami, które zażądały uznania wyników raportów McLarena zanim agencja będzie mogła  uzyskać certyfikat na przeprowadzanie testów antydopingowych, a kraj organizować zawody w dyscyplinach olimpijskich.

Tak stanowczy, jak Anceliowicz, nie był Witalij Smirnow, który został powołany przez prezydenta Putina do zreformowania systemu antydopingowego. Co prawda uderzył się on w pierś i przyznał, ze wiele błędów zostało popełnionych i trzeba znaleźć przyczynę tego, dlaczego młodzi sportowcy godzą się na doping, ale jednocześnie odbił piłeczkę w stronę krajów zachodnich, przypominając o rewelacjach grupy Fance Bear, która niedawno ujawniła, że setki sportowców z krajów takich, jak USA, Wielka Brytania, czy nawet Polska, otrzymywały od władz antydopingowych specjalne pozwolenia na tzw. terapeutyczne użycie zakazanych substancji.

„Rosja nigdy nie miała takich możliwości, jak inne kraje” – powiedział Smirnow.

„To szczęście, że WADA miała Rodczenkowa. Być może w Chinach, Londynie i innych miejscach działy się te same rzeczy, bo system jest wadliwy” – dodał Wiktor Bieriezow, prawnik rosyjskiego komitetu olimpijskiego.

W środę wypowiedzi Anceliowicz tonował tez Paweł Kołobkow, minister sportu, który podkreślił, że stanowisko rządu wobec sprawy pozostaje niezmienione.

„Sądzę, że słowa Anceliowicz zostały źle zinterpretowane. Musimy się do niej zwrócić po wyjaśnienia” – powiedział Kołobkow, cytowany przez agencję TASS.

Tymczasem z szóstki zawieszonych tymczasowo rosyjskich biegaczy narciarskich o szybki powrót na trasy biegowe walczą Aleksander Liegkow i Jewgienij Biełow, którzy wynajęli niemieckiego prawnika. Uważa on, że nie było podstaw do zawieszenia i jest ono w związku z tym nielegalne, a biegacze powinni mieć prawo do startu w rozpoczynającym się w sobotę Tour de Ski. Jeśli się tak nie stanie, prawnik grozi pozwem wobec FIS.

Kamil Zatoński

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *