Narciarska fortuna kołem się toczy

smarowanie3 lata temu Norwegowie „wygrali” MŚ w Oslo dzięki smarom, do których reszta nie miała dostępu. Teraz inni mają coś, czego Wikingom nie dane było otrzymać.

20 medali, w tym osiem złotych – taka zdobycz padła łupem Norwegów w 2011 r. na mistrzostwach świata w biegach narciarskich, które odbyły się na ich terenie – w Oslo-Holmenkollen. Wtedy tamtejsze media „odkryły” tajemnicę sukcesu, którym były japońskie smary Gallium. Wyłączność na ich import do Europy miała… norweska firma, z którą norweska federacja podpisała umowę na wyłączność.

Teraz karta się odwróciła, bo po czterech biegach w Soczi (dwóch indywidualnych na 10/15 km „klasykiem” i obu sztafetowych), które Norwegom przyniosły ledwie jeden medal (zdobyła go Theres Johaug) gromy spadły na tamtejszy sztab serwismenów, którego szeg – Knut Nystad, wziął najpierw winę na siebie, ale później zaczął się tłumaczyć, że nie ma dostępu do produktów, z których korzystają inne ekipy.
-Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Staramy się mieć profesjonalne relacje z dystrybutorami – odpowiedział dość wymijająco Knuts Nystad w rozmowie z portalem nrk.no, ale zaczął też spekulować, że być może stoi za tym chęć producentów do ograniczenia dominacja Norwegów w biegach.

– Myślę ze Knut jest bardzo sfrustrowany. Nie sądzę, by któryś z producentów ograniczał Norwegom dostęp do smarów. My ze swojej strony daliśmy dostęp do wszystkiego, ale Knut zdecydował, że nie będzie z tego korzystał – powiedział Ulf Bjerknes z norewskiego Swixa.

KZ

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *