Ivan Hudac: „Sztafeta celuje w 5. miejsce w Soczi”

ivan hudacTrener polskiej kadry w rozmowie z portalem FIS mówi m.in. o celach na przyszły sezon i o tym, dlaczego jego podopieczni nie trenują z Justyną Kowalczyk.

– Długi czas trenował pan Petrę Majdić. Teraz jest Pan szkoleniowcem polskiej kadry. Jak wygląda team?

– Wraz z Januszem Krężelokiem odpowiadamy za kadrę narodową, nazywaną Kadrą A. Są w niej cztery biegaczki i czterej biegacze. Większość treningów mamy wspólnych, a raz w miesiącu wyjeżdżamy na obóz treningowy. W tej chwili jesteśmy w środku bloku treningów na dużych wysokościach – byliśmy na lodowcu Dachstein, a teraz przenieśliśmy się do słoweńskiej Rogli. Jesienią wybieramy się na Słowację do Strbskiego Plesa, gdzie zawodnicy przejdą testy.

– Przejął pan team przed rokiem. Jakich zmian Pan dokonał?

– W zasadzie jedyną zmianą było to, że sztab szkoleniowy stworzyliśmy razem z Januszem Krężelokiem. Kadra kobieca była już skompletowana, niewielkie zmiany nastąpiły w ekipie męskiej. W zeszłym sezonie dziewczyny zmagały się z problemami zdrowotnymi – zdarzyło się, że mieliśmy tylko jedną gotową do udziału w obozie treningowym. Wymagało to wiele cierpliwości, mnóstwo ciężkiej pracy i determinacji. Niektóre dziewczyny mogły trenować z pełnym obciążeniem dopiero w listopadzie. Kiedy zaczynałem, naszym celem było przede wszystkim stworzenie zespołu, wyczyszczenie atmosfery, poprawa wzajemnych relacji i zwiększenie motywacji.

– Uważa Pan, że to się udało?

– Od ostatniego Tour de Ski w drużynie wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Jest wiele powodów, dla których kadrowicze weszli na wyższy poziom. Są profesjonalistami, wierzą w swoje umiejętności i możliwości. Starałem się im przekazać, że biegi narciarskie to coś więcej niż sport – to sposób na życie, filozofia życiowa. Mam wrażenie, że rozumieją, co mam na myśli.

– Kto w kadrze ma największy potencjał?

– Trudno wskazać jedno nazwisko, choć łatwiej o to byłoby w kadrze męskiej. Wśród dziewczyn mamy drużynę, która się uzupełnia. Dwie są dobre w sprintach, a dwie lepsze na dystansach. Wierzę, że każda z dziewczyn ma potencjał do regularnego zdobywania punktów w zawodach Pucharu Świata. Naszym najważniejszym celem na najbliższy sezon jest jednak występ w sztafecie na igrzyskach olimpijskich.

– Na coś stać Pana podopieczne?

– Jeśli dziewczyny dadzą z siebie wszystko, to z Justyną Kowalczyk w składzie jesteśmy w stanie powalczyć o 5. miejsce. W sprincie drużynowym realne jest zajęcie 7-8 miejsca. W sprincie indywidualnym trudno coś przewidzieć, ale 6-10. miejsce byłoby dużym sukcesem.  W biegach dystansowych każde miejsce w TOP30 byłoby rewelacją.

– Mówiąc „Polskie biegi narciarskie” mamy na myśli Justynę Kowalczyk. Jak to jest dla Pana i pańskich podopiecznych  pracować w cieniu Justyny?

– Zawsze im powtarzam: cieszcie się, że uwaga nie jest na was skupiona, dzięki temu możecie lepiej skoncentrować się na pracy. Ale oczywiście każdy zawodnik marzy o sławie, sukcesach i zainteresowaniu mediów.  Od czasu do czasu jest to dobre, ale z drugiej strony zainteresowanie mediów tylko Justyną bywa męczące.

– Justyna Kowalczyk trenuje samotnie od wielu lat. Czy postrzega Pan to jako coś niekorzystnego dla całej kadry?

– To, że trenujesz samotnie, ma swoje plusy i minusy. Praca zespołowa daje wiele korzyści, bo członkowie ekipy wzajemnie się nakręcają – ktoś jest lepszy w biegu, ktoś na nartorolkach czy rowerze, a nikt nie lubi być ostatni, więc o motywację i dobrego ducha łatwiej. W indywidualnym treningu jest za to mniejsze ryzyko popełnienia błędów, bo zawodnik jest pod pełną kontrolą. Nie jest jednak łatwo trenować cały czas samemu. Nawet Justyna ma sparingpartnera (Macieja Kreczmera – red.). Prawda jest też taka, że na początku mojej pracy z kadrą dziewczyny ze względu na różne problemy były w stanie realizować co najwyżej 50-60 proc. planu treningowego Justyny. Dlatego też lepiej było trenować oddzielnie. Warto jednak podkreślić, że sukcesy Justyny mają pozytywny wpływ na resztę kadry, bo zawodnicy chcą jej dorównać.

– Pytanie, co stanie się, kiedy Justyna Kowalczyk zakończy karierę?

– Trudno na to odpowiedzieć. Zmiana pokoleniowa to zawsze duże wyzwanie. W Polsce trudno będzie o następcę Justyny Kowalczyk. Z drugiej strony, zauważyć można, że system rekrutacji do biegów narciarskich działa, dyscyplina w Polsce rośnie, głównie dzięki sukcesom Justyny.

– Pochodzi Pan ze Słowacji, trenował Słoweńców, a teraz pracuje w Polsce. Są jakieś różnice w mentalności?

– Choć wszystko to kraje słowiańskie, to oczywiście są pewne różnice. Polacy bardzo ciężko trenują, są zmotywowani i zdeterminowani. Różnice są też w organizacji, finansowaniu czy logistyce.

Źródło: fiscrosscountry.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *