Ile słoni zmieści się w maluchu? [KOMENTARZ]

marcialonga 3O takim pytaniu nie słyszeli niestety na Marcialondze.

W światku alpejskim funkcjonuje termin „przepustowość wyciągów”, który określa z grubsza to, ile osób dany wyciąg jest w stanie przewieźć w ciągu godziny. W światku biegów narciarskich też niby bierze się pod uwagę to, że na określonej trasie w zawodach nie przebiegnie w dostatecznych warunkach więcej niż określona liczba narciarzy – stąd limity zapisów. Trudno jednak dociec, dlaczego w Jakuszycach na główym dystansie Biegu Piastów może to być 1400 osób (to dość świeża zmiana, wprowadzona 8 stycznia – wcześniej informowano o 2000), a w tych samych górach, tyle że po czeskiej stronie granicy, mogą to być nawet 4000.

Owszem, mogą, tyle że papier (względnie jego nowsza, elektroniczna wersja) zniesie wszystko, a trasa narciarska – już niekoniecznie. Zwłaszcza, jeśli zimy są, jakie są.

Oczywiście kilka miesięcy temu nikt nie mógł przewidzieć, że śniegu będzie jak na lekarstwo, a pod koniec stycznia we włoskich dolinach Fiemme i Fassa temperatura nawet w nocy będzie wyraźnie powyżej zera, a w dzień dojdzie do +12. Ogromnym wysiłkiem i przy na pewno niemałych nakładach finansowych Włosi ułożyli sztuczny śnieg na dystansie 70 km, ale trasa po przebiegnięciu kilkuset zawodników w wielu miejscach była w tragicznym stanie. Tory do techniki klasycznej pozostały wspomnieniem, miejscami stała woda, miejscami zamiast śniegu była po prostu breja, a na wąskich zjazdach oblodzenia kazały biegaczom zachować dużą ostrożność. Zamiast więc tam „łapać” prędkość, trzeba ją było wytracać.

Do czego zmierzam? Organizowanie biegów na siłę moim zdaniem nie ma sensu. Wielu obserwatorów rozpływa się nad tym, że „tak potrafią tylko Włosi”, ale z moich obserwacji wynika, że biegi zaliczane do Ski Classics robi się po pierwsze, drugie i trzecie primo – dla zawodników z elity. Reszta to przyjemny dla organizatorów, przeliczalny na euro, czeskie korony czy złotówki dodatek, który pozwala sfinansować koszt przygotowania zawodów i daje zarobić okolicznym pensjonatom i restauracjom. OK., najlepsi przyciągają sponsorów, telewizję itd., ale o to, w jakich warunkach i jakim niepotrzebnym nakładem sił reszta dobiegnie do mety niewielu się przejmuje, czego wymownym symbolem jest towarzyący czołówce skuter, niszczący przy okazji tory biegnącym z dalszymi numerami.

To był mój drugi start w Marcialondze i przynajmniej na jakiś czas ostatni.

Kamil Zatoński

1 komentarz do “Ile słoni zmieści się w maluchu? [KOMENTARZ]

  1. Szuracz
    5 lutego 2016 at 12:16

    Sorry! Taki mamy klimat 🙂 Jaka zima jest widać z większości okien. Trzeba jednak zgodzić się ze stwierdzeniem, że „tak potrafią tylko Włosi”. la Sgambeda była? Była. Marcialonga była? Była. Ilość śniegu naturalnego? Bliska zero! Włosi przynajmniej nie mieli pazerności Czechów, którzy chcieli zaproponować masom bieg bez nart byle nie zwracać dudków frajerom. Czy fatalne warunki wpłyną na popularność danego biegu w przyszłości? Raczej nie. Może czas zapisu na Marcialongę za rok będzie dłuższy niż czas otwarcia formularza startowego 🙂 Pozycja na mecie w biegu masowym? To tylko statystyka 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *