I po zawodach #1 [KOMENTARZ]

W weekend rywalizowano w Davos, Premanon i Ptaszkowej. Co warto zapamiętać z tych zawodów?

Zacznijmy od topu. W Szwajcarii można było liczyć na dobry występ Macieja Staręgi, który w ostatnich latach regularnie wchodzi tam do 30-tki, a dwukrotnie – w 2014 i 2015 r. – przebił się do półfinałów, by ostatecznie zostać sklasyfikowanym na 9 i 8. pozycji. Tym razem było gorzej, bo start zakończył się na ćwierćfinale, co ostatecznie dało 25. pozycję i pierwsze kilka punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

-Pozytywny akcent tego weekendu, który kosztował mnie dużo zdrowia i walki psychicznej z samym sobą. Davos to jedno z moich ulubionych miejsc i mimo wielu problemów kolejny raz wywalczyłem tu punkty. Nie jest łatwo, a świat idzie do przodu. Cierpliwość to moim zdaniem najważniejsza cecha w sporcie. Czas więc skupić się na sobie i cierpliwie odbudowywać swoją moc, bo w rywalizacji bezpośredniej i sprincie łyżwą dalej mam to coś – skomentował swój start Maciej Staręga.

Niewiele dobrego da się powiedzieć o startach dwójki innych Polaków – Kamil Bury, który z niezłej strony pokazał się przed tygodniem w zawodach w Santa Catarinie (był 6. w kwalifikacjach, ale w ćwierćfinale miał wypadek), na poziomie Pucharu Świata zajął 76. miejsce. To był jego drugi start w zawodach najwyższej rangi, po Otepaeae (gdzie był 69.). Warto pamiętać o przepaści między zawodami de facto czwartej ligi (jakimi były te w Santa Catarinie) a poziomem w Pucharze Świata. W tych pierwszych trzeba być po prostu pierwszym lub drugim, by realnie myśleć o punktowaniu w Pucharze Świata. Przykład? Rosjanin Denis Spitsov (rocznik 1996, a więc rok młodszy od Kamila Burego) w Santa Catarinie wygrał biegi na 15 km F i 10 km C, a w Davos na 15 km F był siódmy.

Rówieśnik Spitsova – Dominik Bury – zajął w Davos 90. miejsce w sprincie i 72. miejsce w biegu na 15 km techniką dowolną. To ponoć „jego” dystans, ale poza 38. miejscem w tym roku w Otepää 21-latek na razie nie dał powodu, by sądzić, że to prawda. Czech Michal Novak (również urodzony w 1996 r.) miał w Davos i Ruce lepsze rezultaty od naszego reprezentanta.

W Davos 48. miejsce na dystansie 10 km F zajęła Martyna Galewicz i dla 29-latki z Zakopanego były to drugie najlepsze FIS-Punkty w długiej już karierze. Można się z tego cieszyć, ale znów – trzeba przyłożyć do tego właściwą miarę, bo trudno po latach szkolenia (w kadrze i poza nią) za sukces uznawać 48 miejsce (nie jest oczywiście punktowane).

Od wielu lat w kadrze szkolony jest Jan Antolec, ale występami również w tym sezonie nie daje powodu do tego, by twierdzić, że ma to sens. W Ruce nie wystąpił po fatalnych wynikach w Gaellivare, wrócił na Davos i był 83. – czyli zajął miejsce, wokół którego zwykle się „kręci” w Pucharze Świata.

Na stronie FIS zdjęcie Jana Antolca widnieje przy profilu Dominika Burego (zobacz>>) co oczywiście idzie na konto PZN i potwierdza bylejakość w naszych biegach. Potwierdzeniem były zawody Pucharu Polski w Ptaszkowej, które odbyły się tam po raz pierwszy, ale rzecz jasna nie obyło się bez problemów – choć mocno promowana przez związek firma Supersnow jest ponoć w stanie produkować śnieg nawet przy mocno dodatnich temperaturach (prezes Tajner w kuriozalnym wywiadzie: „Możliwe jest zrealizowanie każdego pomysłu związanego ze śniegiem”), to w Ptaszkowej usypano tylko niespełna 1-kilometrową pętlę, na której przyszło rywalizować według innego programy, niż wynikający z kalendarza. Zamiast biegów dystansowych były sprinty i mocno skracane biegi drugiego dnia. W sumie kilkanaście minut rywalizacji dla każdego zawodnika, a było ich oczywiście niezbyt wielu, bo w tym sezonie biegać w Pucharze Polski mogą zawodnicy od kategorii Junior C (w poprzednim sezonie także junior D i E). Co o tym sądzą niektóre kluby, warto zobaczyć na stronie FB MULKS Tomaszów Lubelski>>

Ci, którzy nie musieli rywalizować w Ptaszkowej, sprawdzian formy w miniony weekend zaliczyli we francuskim Premanon. Ale tylko w sobotę, bo w niedzielę zawody odwołano ze względu na… śnieżycę. Nazwisko, które warto zapamiętać, to Eliza Rucka, 17-latka, która w biegu juniorek na dystansie 5 km techniką klasyczną zajęła piątą lokatę. Zawody w Premanon zaliczane są do cyklu Alpen Cup, można o nich powiedzieć, że to biegowa trzecia liga (po Pucharze Świata i Pucharze Skandynawii), rezultat więc godny zauważenia, zwłaszcza że Rucka w czołówce była zawodniczką najmłodszą (na podium stały 19-latki). Biegaczka z MKS Istebna miejsca w czołowej 10-tce zanotowała już przed tygodniem w Santa Catarinie, gdzie była szósta na 5 km F i ósma na 7,5 km Cl.

Zanim jednak popadniemy w hurraoptymizm, przypomnijmy sobie nazwisko Kamili Boczkowskiej, która w sezonie 2014/2016 notowała miejsca nawet w czołowej dziesiątce zawodów FIS (w Hochfilzen była 4. na 5 km F), ale później po roku w kadrze młodzieżowej „przepadła”  i teraz widziana była na strzelnicy biathlonowej w Jakuszycach.

Kamil Zatoński

 

1 komentarz do “I po zawodach #1 [KOMENTARZ]

  1. Janek53
    12 grudnia 2017 at 08:58

    Całkowicie zgadzam się z komentarzem,obawiam się że talenty Elizy Ruckiej,Mateusza Haratyka czy Moniki Skinder też zostaną zmarnowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *